Zastanawiałem się wielokrotnie a nawet niezliczoną ilość razy dlaczego tak się dzieje, że gdy tylko nieopatrznie pochwalimy się czymś, co już prawie udało się dokonać ale jednak wciąż jest planem to prawdopodobieństwo sukcesu maleje najczęściej do zera.
Dlaczego zawsze jest tak, że niezależnie od stopnia realizacji planu upubliczniając go, nawet w małym gronie, odbieramy sobie szansę na powodzenie?
Niezależnie od stopnia zaangażowania można pogrążyć prawie każde zadanie, którego efektywny finał choć w minimalnym stopniu zależy od szczęścia.
Już nie raz przekonałem się, że dla pełni sukcesu absolutnie konieczne jest zachowanie tajemnicy praktycznie do samego końca.
Niestety prawidła te są bezlitosne, bo, gdy nawet jeden element układanki dzieli nas od sukcesu, gdy tylko jeden ze stu dni dzieli nas od pożądanego efektu, zadowolenie czy euforia, której nie uda nam się ujarzmić może zamienić się w nieznaną "złą energię", która zniweczy nasz plan.
To zawsze działa w ten sam sposób.
A nawet jeśli istnieją jakieś pojedyncze wyjątki to nie warto na nie liczyć.
Aby ustrzec się przed przykrymi niespodziankami trzymamy emocje na wodzy do momentu, gdy zamierzony cel bezsprzecznie będzie osiągnięty.
Zdaję sobie sprawę, że może nie dotyczy to wszystkich. Może zależy w jakiejś mierze od sposobu w jaki kierujemy swoimi działaniami na drodze do celu ale nikt nie zaprzeczy, że coś, de facto, jest na rzeczy, że ta oczywista prawidłowość rzeczywiście występuje.
Mógłbym zaangażować się w większym stopniu w analizę częstotliwości występowania opisanego zjawiska czy innych statystyk go opisujących.
Mnie jednak bardziej interesuje to jakie czynniki mogą mieć wpływ na jego istnienie, jakie zachowania czy stany wyzwalają takie nasze działania lub ich brak, które powodują, że to, co często jest na wyciągnięcie ręki staje się niemożliwe do spełnienia.
Czy to za wcześnie uwolniona radość z sukcesu paraliżuje naszą czujność czy upośledza zapał dotarcia na szczyt czy może "zła energia" zawiści tych, którym za wcześnie się pochwaliliśmy w nieznany sposób podcina skrzydła brakującej nam do sfinalizowania dozie szczęścia?
Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie ale wiedząc, że taka wiedza bez wątpienia pomocna byłaby w każdej dziedzinie życia podejmę się próby znalezienia przyczyn.
Sam dla siebie, bez pomocy naukowych, bez cudzych opracowań, bo po pierwsze wiadomym jest fakt, że każdy jest inny, każdy w inny sposób odbiera rzeczywistość i reaguje na pojawiające się w jego otoczeniu bodźce a po wtóre nie sądzę (trochę z przekąsem), aby było to wcześniej przez kogokolwiek racjonalnie uzadadnione.
A może się mylę?
Dlatego też szczerze liczę na rzeczowe komentarze wszystkich, którzy mogą wnieść istotne spostrzeżenia czy podzielić się swoim doświadczeniem czy wiedzą na temat interesującego mnie zagadnienia.
Dlaczego zawsze jest tak, że niezależnie od stopnia realizacji planu upubliczniając go, nawet w małym gronie, odbieramy sobie szansę na powodzenie?
Niezależnie od stopnia zaangażowania można pogrążyć prawie każde zadanie, którego efektywny finał choć w minimalnym stopniu zależy od szczęścia.
Już nie raz przekonałem się, że dla pełni sukcesu absolutnie konieczne jest zachowanie tajemnicy praktycznie do samego końca.
Niestety prawidła te są bezlitosne, bo, gdy nawet jeden element układanki dzieli nas od sukcesu, gdy tylko jeden ze stu dni dzieli nas od pożądanego efektu, zadowolenie czy euforia, której nie uda nam się ujarzmić może zamienić się w nieznaną "złą energię", która zniweczy nasz plan.
To zawsze działa w ten sam sposób.
A nawet jeśli istnieją jakieś pojedyncze wyjątki to nie warto na nie liczyć.
Aby ustrzec się przed przykrymi niespodziankami trzymamy emocje na wodzy do momentu, gdy zamierzony cel bezsprzecznie będzie osiągnięty.
Zdaję sobie sprawę, że może nie dotyczy to wszystkich. Może zależy w jakiejś mierze od sposobu w jaki kierujemy swoimi działaniami na drodze do celu ale nikt nie zaprzeczy, że coś, de facto, jest na rzeczy, że ta oczywista prawidłowość rzeczywiście występuje.
Mógłbym zaangażować się w większym stopniu w analizę częstotliwości występowania opisanego zjawiska czy innych statystyk go opisujących.
Mnie jednak bardziej interesuje to jakie czynniki mogą mieć wpływ na jego istnienie, jakie zachowania czy stany wyzwalają takie nasze działania lub ich brak, które powodują, że to, co często jest na wyciągnięcie ręki staje się niemożliwe do spełnienia.
Czy to za wcześnie uwolniona radość z sukcesu paraliżuje naszą czujność czy upośledza zapał dotarcia na szczyt czy może "zła energia" zawiści tych, którym za wcześnie się pochwaliliśmy w nieznany sposób podcina skrzydła brakującej nam do sfinalizowania dozie szczęścia?
Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie ale wiedząc, że taka wiedza bez wątpienia pomocna byłaby w każdej dziedzinie życia podejmę się próby znalezienia przyczyn.
Sam dla siebie, bez pomocy naukowych, bez cudzych opracowań, bo po pierwsze wiadomym jest fakt, że każdy jest inny, każdy w inny sposób odbiera rzeczywistość i reaguje na pojawiające się w jego otoczeniu bodźce a po wtóre nie sądzę (trochę z przekąsem), aby było to wcześniej przez kogokolwiek racjonalnie uzadadnione.
A może się mylę?
Dlatego też szczerze liczę na rzeczowe komentarze wszystkich, którzy mogą wnieść istotne spostrzeżenia czy podzielić się swoim doświadczeniem czy wiedzą na temat interesującego mnie zagadnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz