Dlaczego żyjąc wśród ludzi, którzy nie zasłużyli na pełnoprawne funkcjonowanie w społeczeństwie, musimy akceptować ich niewybredne a nierzadko nonszalanckie manifestacje odmienności?
Czy częstość występowania takich zjawisk musi oznaczać ich usankcjonowanie?
Czy w grupie stu osób, sześćdziesięciu idiotów buduje podstawę do stwierdzenia, że zachowanie większości jest normą?”
Wiele jest takich aspektów życia codziennego, w których zmuszeni jesteśmy spotykać się z odmiennym pojęciem kultury czy po prostu nieposzanowania pewnych niepisanych reguł współżycia społecznego.
Irytują mnie strasznie pewne zachowania pseudokierowców, które złudnie mają w czymś pomóc, a w konsekwencji utrudniają poruszanie się w ruchu ulicznym innym kierowcom.
Ze względu na to, że od jakiegoś czasu trwa remont drogi, którą pokonywać muszę przynajmniej dwa razy dziennie, nader często dotyka mnie kretynizm kierowców, którzy nie wiedzą jak zachować się przed zwężeniem jezdni spowodowanym pracami prowadzonymi na jednym z pasów.
Blokowanie kończącego się pasa przez powolną jazdę tylko pozornie rozładowuje korek, bo przecież za blokującym pas pojazdem tworzy się podwójny korek.
Nie wspomnę już o utrudnianiu za wszelką cenę innym kierującym zmianę pasa jadąc na tzw. zderzak.
Czy nie jest to działanie złośliwe i idiotyczne?
Bo jak nazwać to inaczej?
W każdym normalnym kraju (np. Niemcy, Austria) stosuje się wtedy, prawnie uregulowaną, zasadę tzw. „suwaka” lub „zamka błyskawicznego”.
Polega ona na tym, że aż do miejsca, gdzie jeden z pasów jest zamknięty samochody poruszają się dwoma pasami, po czym każde auto z pasa czynnego wpuszcza jedno auto z pasa, który za kilkanaście metrów się kończy.
Nie dalej jak miesiąc, może dwa miesiące temu rozpocząłem wraz z kolegą akcję społeczną mającą charakter edukacyjny.
Zamierzeniem akcji było dotarcie do jak największej liczby kierowców z przekazem objaśniającym sposób i cel stosowania zasady „suwaka”.
Z późniejszej reakcji kierowców można było wywnioskować, że w jakimś niewielkim procencie akcja odniosła skutek.
Jednak chwilowy albo po prostu bardzo ograniczony ze względu na obszar aktywności, którą byłem w stanie prowadzić.
Niezadowalające wyniki wynikają też z braku czasu, bo w przeważającej części akcję prowadziłem samodzielnie.
Ze względu na to, że pod koniec na przeszkodzie stanęła niesprzyjająca aura, o pomoc w kontynuowaniu przedsięwzięcia zwróciłem się do kilku państwowych instytucji, m.in. Urzędu Miasta i Policji.
Nie liczyłem na wsparcie materialne (może poza pomocą w profesjonalnym druku ulotek i plakatów) a raczej na inne, pasywne formy poparcia moich działań.
Działając w pojedynkę, dla osiągnięcia zamierzonego celu musiałbym pracować naprawdę intensywnie przez parę miesięcy.
Jestem jednak zdania, że realizując dobrze zaplanowaną strategię mógłbym osiągnąć widoczny sukces.
Niestety brak jakiejkolwiek odpowiedzi od instytucji, do których się zwróciłem napewno nie dodał mi chęci do działania.
O ileż łatwiej byłoby, gdybym uzyskał choćby propozycję patronatu nad misją, którą sobie wyznaczyłem.
Albo umieszczenia na oficjalnej stronie internetowej informacji spójnej z prowadzonymi przeze mnie działaniami.
Ale cóż, wygląda na to, że wątpliwej jakości mentalność przeciętnego Polaka ma solidne wparcie w postaci powszechnego braku chęci do kształtowania pozytywnych zmian otaczającej nas rzeczywistości.
Szkoda.
Będziemy dalej tkwić w swoim prowincjonalnym światku, bo przecież, bez wyraźnej chęci samych zainteresowanych, nic nie stanie się lepsze.
1 komentarz:
Niestety, jak na to patrzę na chłodno, kiedy emocje opadną, jest to walka z wiatrakami.
W Sandomierzu temat zmiany pasa przy zwężeniu drogi przerabiany w ostatnich latach wielokrotnie - budowa nowego mostu, powódź, uszkodzenie mostu w Nagnajowie i skierowanie całego ruchu z Kielc w kierunku Rzeszowa przez Sandomierz, most w Sandomierzu.
Pokłosiem mojego włączania się do ruchu, w czasie tych utrudnień jest uszkodzenie samochodu przez TIR a, zresztą mało nie zostałem wtedy przez niego staranowany. Odjechał sobie, może nawet nie był świadomy, że mnie pchał bokiem kilka metrów, ale nie ustąpił, nie wpuścił mnie z lewego pasa na prawy.
Wezwana na miejsce policja stwierdziła, żebym sobie dał spokój ze ściganiem go, bo i tak sąd zinterpretuje to na moją niekorzyść. On był w ruchu, samochody za nim też, i zgodnie z przepisami powinienem czekać godzinę, dwie, aż wszyscy przejadą, albo trafi się ktoś, kto się zatrzyma i mnie wpuści.
Prześlij komentarz